01
Oględziny i próbka
Myjemy fragment o powierzchni mniej więcej metra kwadratowego i zostawiamy go obok reszty. Widzisz efekt, zanim cokolwiek zapłacisz.
Czyszczenie kostki brukowej
W Ciścu myjemy podjazdy, alejki i tarasy przy domach rozłożonych wzdłuż doliny Soły. Posesje bliżej trasy zbierają osad komunikacyjny, a te wyżej klasyczny mech w spoinach.
Cisiec rozciąga się wzdłuż doliny, przez którą prowadzi ruchliwa droga w stronę granicy, a zabudowa wspina się stąd na okoliczne zbocza. To sprawia, że w obrębie jednej miejscowości spotykamy dwa zupełnie różne rodzaje zabrudzenia. Posesje położone bliżej trasy zbierają tłustą warstwę pyłu hamulcowego i drobin opon, która osiada równomiernie i przygasza kolor kostki, nie tworząc przy tym żadnych wyraźnych plam. Ten osad nie schodzi samą wodą, bo deszcz go nie rozpuszcza, tylko rozprowadza, więc konieczny jest środek myjący i wolniejsza praca.
Domy położone wyżej, bliżej lasu i stoków, mają problem dokładnie odwrotny. Pyłu praktycznie nie ma, za to jest wilgoć, cień i materiał organiczny spadający z drzew. Mech pojawia się najpierw wzdłuż ścian, przy krawężnikach i po północnej stronie budynku, a w spoinach zbiera się warstwa złożona ze starego piasku, kurzu i rozłożonych liści. Taka warstwa zachowuje się jak doniczka: zatrzymuje wodę i utrzymuje przy życiu wszystko, co w niej wykiełkuje. Dlatego przetarcie powierzchni po wierzchu daje tam efekt liczony w tygodniach, a nie w sezonach.
W praktyce oznacza to, że wykonawca, który obie części miejscowości traktuje tym samym zestawem ustawień, na jednej zostawi tłusty film wyłapujący kolejną porcję pyłu, a na drugiej zieleń wróci po pierwszym dłuższym deszczu. My przy oględzinach zawsze sprawdzamy, z czym mamy do czynienia, i dobieramy środek oraz sposób pracy do konkretnego rodzaju brudu. Kosztuje to trochę więcej czasu na starcie, ale oszczędza powtarzania całej roboty za rok, co przy powierzchni stu metrów jest różnicą nie do przeoczenia.
Trzecim wątkiem, wspólnym dla całej doliny, jest zima. W tej części powiatu trwa dłużej niż w kotlinie, a sól i piach z drogi trafiają na posesje przez kilka miesięcy. Wiosną zostaje po nich szara skorupa wypełniająca pory betonu, którą widać najlepiej na kostce w jasnych odcieniach. Schodzi ona dopiero pod ciśnieniem, w połączeniu z preparatem, ale schodzi w całości i po umyciu wraca kolor, o którym większość właścicieli zdążyła zapomnieć. Rozstrzyga to próbka na metrze kwadratowym, którą wykonujemy przed podaniem ceny.
Zobacz, jak wygląda cała usługa
Przebieg pracy
Kolejność pracy jest zawsze taka sama i to od niej, a nie od mocy sprzętu, zależy jak długo utrzyma się efekt.
01
Myjemy fragment o powierzchni mniej więcej metra kwadratowego i zostawiamy go obok reszty. Widzisz efekt, zanim cokolwiek zapłacisz.
02
Mech, stary piasek i korzenie schodzą mechanicznie przed użyciem wody. To ten etap decyduje, czy zieleń wróci za rok, czy za kilka lat.
03
Głowica rotacyjna w obudowie idzie równymi pasami. Trzyma stałą odległość, więc nie zostają smugi, a brud nie leci na elewację.
04
Po wyschnięciu uzupełniamy szczeliny piaskiem kwarcowym i sprzątamy po sobie. Zostawiamy posesję gotową do użytku.
Najczęstszy błąd, jaki widzimy na nawierzchniach mytych wcześniej przez kogoś innego, to odwrócona kolejność etapów. Ktoś przechodzi po powierzchni myjką, zielona masa znika z wierzchu i przez dwa miesiące wygląda to naprawdę dobrze. Problem w tym, że mech nie rośnie na kostce, tylko w spoinie, a jego korzenie i nasiona siedzą kilka centymetrów głębiej, w starym piasku wymieszanym z kurzem i rozłożonymi liśćmi. Jeśli ta warstwa zostanie nietknięta, pierwszy dłuższy deszcz uruchamia ją z powrotem i cała praca idzie na marne.
U nas kolejność jest odwrotna do intuicyjnej i to ona kosztuje najwięcej czasu. Najpierw mechanicznie opróżniamy spoiny ze starego materiału i roślinności, dopiero potem wchodzi woda pod ciśnieniem, która wypłukuje resztki z głębi szczeliny. Na koniec, gdy nawierzchnia wyschnie, wypełniamy szczeliny płukanym piaskiem kwarcowym, bo pusta spoina to gotowe miejsce na nowy nanos i w jeden sezon zbierze kurz razem z nasionami. Te trzy kroki wykonane w tej kolejności dają efekt liczony w latach, a nie w tygodniach, i to jest cała różnica między myciem a czyszczeniem nawierzchni.
Kostka to nie wszystko, co widać z chodnika. Podmurówka i słupki ogrodzenia brudzą się najszybciej z całej posesji, bo deszcz odbija się od nawierzchni i zachlapuje je ziemią. Dokładane do zlecenia na podjazd kosztują niewiele, bo sprzęt stoi już na miejscu.
Elewację robimy osobnym zabiegiem: niskie ciśnienie, szeroka dysza i preparat, który rozpuszcza glony zamiast zdzierać tynk. Na klinkierze i kamieniu prowadzimy strumień pod kątem, żeby nie wypłukać fugi.
Zakres i sposób pracy opisaliśmy przy usłudze mycie elewacji, a zdjęcia z wykonanych zleceń są w realizacjach.
Płacisz za metry i za zakres, a nie za dojazd. Kilometrów nie doliczamy, nawet jeśli do posesji trzeba przejechać kilkadziesiąt.
Największą pozycją w wycenie jest zawsze stan spoin, bo ich wybieranie zajmuje najwięcej czasu. Drugą rodzaj nawierzchni: kamień i kostka płukana schodzą wolniej niż gładki beton. Trzecią to, czy po myciu ma zostać sam efekt, czy również zabezpieczenie.
Cenę znasz przed startem i nie zmieniamy jej w trakcie. Jeśli uznamy, że mycie nie ma sensu, powiemy to wprost zamiast brać zlecenie na siłę. Zakres prac opisaliśmy przy usłudze czyszczenie kostki brukowej.
Do Ciśca dojeżdżamy z Żywca w kilkanaście minut i dojazd jest wliczony w cenę zlecenia. Jesteśmy też regularnie w sąsiedniej Cięcinie, Żabnicy i Węgierskiej Górce, więc jeśli ktoś z sąsiadów planuje mycie, warto umówić się na ten sam dzień i skorzystać z niższej stawki za metr.
Przy posesjach z trudnym wjazdem przenosimy sprzęt i prowadzimy węże na kilkadziesiąt metrów, więc wąska droga dojazdowa nie przekreśla zlecenia.
Pracujemy też w sąsiednich miejscowościach, więc jeśli mieszkasz po drodze, też jesteś w naszym zasięgu:
Bazę mamy w Żywcu przy ulicy Wesołej, a numer telefonu i pozostałe dane znajdziesz na stronie kontakt. Kto stoi za firmą, opisaliśmy krótko w zakładce o firmie.
W Ciścu wszystko zależy od tego, gdzie stoi dom. Przy trasie dominuje tłusty osad komunikacyjny wymagający środka myjącego, wyżej klasyczny mech w spoinach wymagający ich mechanicznego wybrania. Rozróżnienie tych dwóch przypadków decyduje o doborze pracy i o trwałości efektu.
Kolejność etapów jest ważniejsza niż moc sprzętu: najpierw spoiny, potem ciśnienie, na końcu uzupełnienie szczelin piaskiem kwarcowym. Odwrócenie tej kolejności wygląda tak samo wieczorem, ale trzyma o połowę krócej.
Zadzwoń i powiedz, w której części Ciśca mieszkasz, a powiemy, z czym mamy do czynienia. Oględziny i wycena są bezpłatne, a cena znana przed startem.
Osad z trasy albo mech spod lasu. Dobieramy środek i ciśnienie do konkretnego brudu, a nie odwrotnie.
Gdzie dojeżdżamy